Bielsko-Biała – aktualizacja po pierwszym kwartale

Już na wstępie przyznam się do językowej maniery, jakiej nabawiłem się w ciągu ostatnich 7 miesięcy pracy w międzynarodowym środowisku – w pierwszej wersji tytuł tego wpisu brzmiał: update po pierwszym kwartale… ech…

Niedawno minęły trzy miesiące mojej rezydencji w podbeskidzkiej stolicy i nadal nie mogę wyjść z podziwu dla tego miasta. Nie wiem, czy to niezmiennie efekt nowości, czy podświadoma konfirmacja własnych założeń, czy rzeczywista przewaga Bielska nad miastami aglomeracji, ale nie ma dnia, żebym nie zachwycił się jakimś aspektem mieszkania w tym mieście. I może rzeczywiście wynika to z zasady kontrastu, ale za każdym razem, kiedy powracam z krótkich, acz ostatnio dość częstych, wypadów do Heimatu – mojej śląskiej ojczyzny, coraz bardziej rozumiem słowa Alicji, która już lata temu uznała, że nigdy by już nie wróciła do Chorzowa.

Pomijając fakt różnicy w zabudowie (w Bielsku, a przynajmniej w dzielnicach, w których regularnie bywam, nie doświadczyłem tak powszechnych na Śląsku, obskurnych, osprejowanych familoków), jej gęstości (wiedzieliście, że Chorzów i Świętochłowice są w pierwszej piątce w Polsce pod względem zagęszczenia ludności na kilometr kwadratowy? I to pomimo, iż sporą część tego pierwszego zajmuje Park Śląski) – Bielsko-Biała jest statystycznie dwu i pół krotnie mniej zagęszczonym miastem, niż Chorzów. I tę przestrzenność widać na każdym kroku.

I choć trochę brakuje tu tramwajów, to komunikacja miejska jest rozwiązana równie dobrze (jeśli nie lepiej), niż w aglomeracji: autobusami, które kursują wystarczająco regularnie, można dojechać w najdalsze zakątki miasta, a ich numeracja ma sens (rozpoczyna się od 1 i leci w górę po kolei, nie tak, jak w dawnym KZK GOP, gdzie zachowano numerację, nadaną liniom przez spółki, które zostały włączone do systemu transportu zbiorowego). Nawet nazwa Komunikacja Miejska w Bielsku-Białej wydaje się bardziej logiczna i przyjazna, niż Zarząd Transportu Metropolitalnego (dawniej: Komunikacyjny Związek Komunalny Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego).

Nawet dwie godziny dojazdu do Chorzowa (licząc od wyjścia z domu do uścisku dłoni znajomych na miejscu), a przez to bardzo ograniczona możliwość udziału w cotygodniowych turniejach tenisa stołowego, organizowanych od wielu miesięcy przez mojego tatę, nie ujmują pozytywnym odczuciom, jakie towarzyszą mi od czasu przeprowadzki.

Jedynie połączenie kolejowe z Krakowem – niemal 3 godziny jazdy (w kontraście do godziny podróży z Katowic) – rzuca niewielki cień, aczkolwiek należy sobie zadać pytanie: jak często będę gościem moich dzieci w stolicy Małopolski?

I choć ja – psycholog, dla którego miejsca tworzą ludzie, pozostawiłem w Chorzowie całą rodzinę, nielicznych przyjaciół i bliskich znajomych, a poznane dotychczas w Bielsku osoby mogę policzyć na palcach dwóch rąk (włącznie z sympatyczną panią z osiedlowej piekarni), to nadal decyzję o przeprowadzce uważam za jedną z lepszych rzeczy, jakie zrobiłem dla siebie w ostatnich latach.
A nowi znajomi… może na wiosnę…

No i na koniec najważniejsze… góry…
Widok ośnieżonych, acz może nie najwyższych, szczytów, wyłaniających się zza osiedli w każdym wręcz zakątku miasta cieszy niezmiennie, a możliwość podjechania pod szlak górski autobusem miejskim z przystanku znajdującego się praktycznie pod domem są kwintesencją mojej przeprowadzki do Bielska.
I choć przez te trzy miesiące na szlaku pojawiłem się zaledwie trzy razy (tradycyjnie już na Szyndzelni i Klimczoku, Błatniej i w sylwestrowy poranek na Hrobaczej Łące), to nie umniejsza to mej radości z mieszkania u podnóży Beskidu Śląskiego i Małego.
A więcej wypadów… może już nie w pojedynkę… na wiosnę…

Mam nadzieję, że tym wpisem odpowiedziałem na częste pytanie dlaczego akurat Bielsko? A przynajmniej na tyle, na ile sam sobie jestem w stanie na nie odpowiedzieć.

Panorama miasta z szlaku na Hrobaczą Łąkę (31.12.2023r.).


Opublikowano

w

przez

Tagi: