Byłbym się upił…

W taki dzień to nic, tylko się upić. Co jednak, jeśli ktoś nie pije? Czym uzupełnić ma tę pustkę po wyrwanym fragmencie serca? Prawej komorze i przedsionku, żeby być precyzyjnym. Czym zaleczyć ból, który powoduje każdy Twój wyjazd; każde rozstanie?
Niebo płacze lutowym deszczem. Tym, przy którym November rain wydaje się jedynie przejściowym kapuśniaczkiem. Wyrwana aorta zstępująca zalewa krwią od wewnątrz. Oczy to raz wilgotnieją, to wysychają na wiór.
Piszę to drżącym głosem. Setkami niewypowiedzianych zdań. Każdą życiową mądrością, której nie potrafię zwerbalizować, by choć trochę łatwiej szło Ci się przez życie.
Gdybyś choć w ułamku wiedział, ile dla mnie znaczysz. Ile wniosłeś w moje życie. Ile się od Ciebie uczę. Jak bardzo się o Ciebie martwię. Jak Ci kibicuję. Że nie ma dnia, żebym nie myślał, jak sobie radzisz.
Że to serce, którego fragmenty wyrywasz przy każdym rozstaniu, na jedno Twoje skinienie trzymać będę dla Ciebie na dłoni.
Jak żałuję każdej minuty pracy nad celami, której nie spędziłem z Tobą.
I jak cieszy mnie każdy Twój sukces. I porażka, z której wyciągnąłeś cenną lekcję.

…i że wiesz, jak bardzo Cię kocham, choć tak rzadko Ci to mówię. Tomaszu.


Opublikowano

w

przez